czwartek, 25 września 2008

OCPDays


W naszym biurze wlasnie odbywaja sie OCP Daysy.

Nasze wspaniale Middle Management od samego rana zdazylo juz podsumowac swoja prace co zrobili przez cale wakacje - sesja trwala cale 15 minut:) Nastepnie plynnie przeszlismy do roli OCP w naszym Komitecie. Dzisiaj przed nimi jeszcze miedzy innymi zdobywanie wiedzy z zakresu wymiana w projektach, zarzadzanie teamem a takze pyszna pizza z DaGrasso:)

Wieczorem czeka nas wspolna impreza gdzie bedziemy sie integrowac... :)

A juz jutro 0 10 rano pelni energii rozpoczniemy od team buldingu. Poza tym naszych OCPow czekaja jeszcze sejse m.in z zarzadzania kryzysem i finansami w projektach.

Miejmy nadzieje ze nasi Liderzy wyciagna z OCP daysow jak najwiecej dla siebie i beda implementowac uzyskana dzisiaj wiecej w swoich temach.

Trzymamy kciuki!

Nobody is perfect - but a team can be!

PS. Pani prezydent wyglada jak zwykle slicznie


Wszyscy uwaznie sluchaja...


... nawet Matti, ktory dzisiaj jest troszke niedysponowany:)



Moj pierwszy raz we Wroclawiu:)

Chcialem bardzo serdecznie podziekowac Markowi Karbonowi, dzieki któremu przezylem swoj pierwszy raz we Wroclawiu... moj pierwszy prawdziwy sightseeing :)

Razem z praktykantami z Turcji bylismy swiadkiem niesamowitych umiejetnosci Marka Karabona, ktory z ogromnym zapalem opowiadal nam o Wroclawiu.

Mimo ze mieszkam w naszym pieknym miescie juz ponad 3 lata nie zdawalem sobie sprawy ze Wroclaw ma tyle do zaoferowania dla turystow:)

Marku... dziekuje Ci w imieniu swoim i praktykanotw za to niesamowite doswiaczenie:)

Ponizej kilka zdjec.


środa, 24 września 2008

Pozdrowienia z North Caroline

Hmm chyba czas najwyzszy przyznac sie po tygodniu co u mnie slychac ;P

Dla przypomnienia - Madzia, wasza stara ERka wyleciala ponad tydzien
temu do USowa, gdzie po 19 godzinach podrozy dostala sie do Raleigh w
Polnocnej Karolinie. Miasto jest stolica tego stanu, ale nie nalezy do
najwiekszych... w porownaniu z Wroclawiem jest na oko, patrzace na
populacje - o polowe mniejsze ;P Studenci tu stacjonuja, i jest ich
calkiem sporo, ale w sasiednim mniejszym miescie Chapel Hill - gdzie
jest AIESEC Office i ok 40 aktywnych aiesecowcow, ktorzy zapracowani w
pocie czola rekrutuja kolejna czterdziestke ludzi !! AIESEC jest tu
zupelnie inny, ten komitet dziala od 2 lat, wiec jest nowy, ale
zainteresowanie jest ogromne, wiec sie wybija... Problem w tym, ze
dopiero teraz dostali pozwolenie na raising - wiec LCVP ER nie ma
pojecia czym jest raising... i tu szansa dla mnie zeby sie z AIESEC
jeszcze nie zegnac - obiecalam swoja pomoc i mam nadzieje, ze
skorzystaja z tego ;)

Jak mieszkam...
Mieszkanie znalazlam przez internet (zdjecia - fajny basen, nie ;P) w
spokojnej i przyjemnej dzielnicy, pomiedzy moja praca a Chapel Hill,
wiec mozna powiedziec ze mam blisko tu i tu... albo ze daleko tu i tu,
bo Polak te odleglosci odbiera inaczej niz amerykanec... Mam
wspollokatorke - murzynka Nolana, studentka prawa, inteligentna i
fantastyczna osoba, ktora pomaga mi sie odnalezc w tym nowym swiecie
(czyt. pokazuje mu kluby w miescie ;))
Jestem po pierwszym tygodniu pracy w firmie CH Robinson i musze
przyznac, ze moje doswiadczenie aiesecowe jest tu bardzo przydatne...
czym sie zajmuje? siedze 9,5h przy telefonie poszukujac klientow i
kurierow - standard 300 telefonow dziennie. I wbrew pozorom nie jest to
nudne, ale troche jeszcze trudne, ze wzlgedu na bariere jezykowa...
rozmawiajac z kurierami, (czyt kierowcami ciezarowki) mam problem ze
zrozumieniem ich - kojarzycie jakies filmy w ktorych przodowala muzyka
Country? a teraz akcent tych ludzi tam wystepujacych? ten sam koszmar ;P
ale mam nadzieje ze to kwestia kilku dni zeby sie osluchac i zaczac
rozumiec belkot tych ludzi.Ale poza niektorymi ewenementami poznalam tez
Polke - Bozene, ktora jak sie zorientowala zem Polka od razu chciala
wejsc we wspolprace, wiec przydatna narodowosc ;D

Ale co jest tu najwazniejsze to ludziska - zarowno z AIESEC jak i w
pracy - niesamowicie otwarci i sympatyczni ludzie, garna sie z pomoca i
codziennie gdzies zapraszaja, wiec czuje sie tu naprawde mile widziana.
Fakt, ze do kazdego mowi sie tu per "ty" - "you" powoduje ze nie czuje
sie bariery wiekowej miedzy ludzmi, wszyscy sa tu dla siebie
przyjaciolmi, a moj zespol jest najpopularniejszy w calej firmie - 5
facetow rozpiewanych przez caly dzien i ja, mam tu z nimi niezly ubaw.
Mimo, ze musze wstac o 6 zeby dostac sie do pracy na 7:30, (co na
poczatku myslalam, ze jest dobrym kawalem ;P) chodze tam z ogromna
przyjemnoscia i motywacja. Do tego stopnia, ze jak powiedzialam, ze bede
miala urodzinki za pare dni, to sie dowiedzialam ze moge dostac dzien
wolnego - podziekowalam. W taki dzien i nie byc z ta ekipa, a w
samotnosci w domu... eee ;)
Przesylam zdjecie z mojego pierwszego dnia w pracy, moi dwaj szefowie
zabrali mnie na lunch - po lewej Kevin - Glowny Manager oddzialu, po
prawej - Wilson, moj supervisor teamu. Jest tez zdjatko budynku firmy...
oraz "Ladies Night" - dziewczyny z firmy, a jest ich 1/4, zabraly mnie
na welcome party ;)) paru panow takze sie dolaczylo :D, a cala impreza
sponsorowana przez CHRobinson ;D
Od LCPki dostalam auto - pozyczyla mi go do czasu az kupie swoje, a
czekam na Social Security Number najpierw, oczywiscie auto jest typowym
amerykanskim czołgiem - na zdjeciu po lewej.

Zbieram materialy dowodowe, tzw stereotypy o amerykanach, zeby wam
przedstawic po moim powrocie, wiec za duzo wam zdradzac jeszcze nie bede ;))

Trzymajcie sie Kochani i wyjezdzajcie na praktyki !! Bo mimo, ze tesknie
strasznie za wszystkimi, ktorych tam w polsce zostawilam, to warto to
przezyc ! hehe ciekawe co bede po roku mowic ;P

"GO & MATCH YOURSELF !!" ;))

Madzia ;D



środa, 3 września 2008

Train the Trainer Conference



I stało sie... w naszym Komitecie przybyło 3 nowych trenerów:) Razem z Kamilką i Justynką spędziliśmy ostatni weekend na konferencji w... Przegubie:) Pomimo miejsca wartość merytoryczna była przeogromna. Już teraz wiemy jak to zrobić aby to co mówimy pozostało w waszych głowach na zawsze - więc bójcie się!:) Faci zadbało aby sesje teoretyczne nie ociekały nuda a OC doskonale dbało o klimat imprezowy wydarzenia. Widok rozweselonych delegatów wsiadających do podstawionych taxówek - bezcenne.

Niektórzy nie bylo do końca zadowelni. Np nasze niemiecki FACI:


Niektórzy byli nawet przerażeni:


Ale były też miłe akcenty - jak urodziny Piotrusia (Major Twój tort gnije mi w pokoju... zapraszam po odbiór;p)


Mieliśmy wiele pytań...


A odpowiedzi było jeszcze więcej. Zupełnie jak marynarzy na korytarzu.

Wszystko zakończyło się dobrze - byliśmy tak zadowoleni z konferencji, że nie mogliśmy sobie odmówić wyściskania FACI w podzięce:


Chciałem niezmiernie podziękować FACI za zorganizowanie najlepszej wg mnie konferencji pod względem merytorycznym ever, delegatom z całego kraju (wiem że tu wpadacie;p) za wasz konstruktywny feedback do wystąpień oraz imprezy do rana, Olafowi z Niemiec za Haribo, Panią w recepcji że były trochę mniej upierdliwe niż zwykle, Portierce z budynku E za to, że skrupulatnie pilnowała żebyśmy nie siedzieli dłużej niż 22:00, Państwu Gniłka za przygotowanie grilla:) oraz naszemu wrocławskiemu OC, które doskonale poradziło sobie ze wszystkimi problemami - Ela, Piotrek, Jarek, Ania - byliście najlepsi!

wtorek, 2 września 2008

Moja praktyka w Bratyslawie ( czyt. Partyslava:)))

Wtam moj najulubieńszy komitet!!!! :): )


Na każdego przyjdzie czas... no i na moja relacje tez przyszedl;)


Zawiatałam do pieknego miasta Bratysława (stolicy Slowacji, która ma mniej mieszkańców niz Wrocław- 500 tyś.) dokładnie 21 lipca o godzinie 5;50 rano:). Moim oczom ukazał się dworzec kolejowy ( pomieszanie czasów głębokiwego komunizmu oraz czasów renesansu) i przepieknej urody trolejbus ( tak Mareczek takie same były w Wilnie;):).




Bratyslawa urzeka urokiem, jelsi nie wyjedzie sie poza centrum;) tak wiec terytorium, po ktorym porusza sie przecietny turysta prezentuje sie naprawdę ładnie.



Miasto jednak zaskakuje :) Mimo, ze stolica, w centrum miasta znajduje sie jezioro ( dwa inne na obrzezach), sztuczna plaza z prawdziwym piaskiem i zamek ( drugi na obrzezach). Male maiasto wilekich mozliwosci:):).




Przez półtora miesiąca pracowałam w największym NGO z Bratyslawie ( 70 komitetów na Słowacji). AMAVET organziauje projekty dla dzieci i młodzieży propagujace nauke i technikę tak więc byłam odpowiedzilan za pozyskanie jak i równiez kontakt z polskimi organizacjami, pozarządowymi o podobnym profilu, stworzenie baz NGOs w POlsce, pomagałam szefostwu w rekrutacji osób na stanowsiko; Koordynator projektu ( heh jakie to AIESECowe;):) jak i równie pisałm wnioski o granty to Funduszu Wyszehradzkiego.

Zeby sie nie nudzić pracowałm równiez jako CEEDER ( EB CEED) w komitecie w Bratyslavie a teraz Was zaskocze... w działce Exchanage;):)


Najbardzije niesamowita część mojego pobytu tutaj to LUDZIE!!!!! Ich zapamietma najdłużej i to oni sprawili, że mój pobyt tutaj był taki niesamowity! To z nim imprezowałam do białego rana, podrózówałam stopem do Budapesztu, zwiedzałam nocne kluby w Wiedniu, bujałam sie na reggae festiwalu, tępiłam karaluchy w akademiku, spędzałam noce na pogaduchach, ....





Mimo, że moj pobyt był krótki ( w niedzilee 07.09.08 bede w Pl) wspomniena które mi pozostana sa nieamowite.


Moja konkluzja.... :) ( i znowu Was zaskocze;)


NIE MA PEŁNEGO AIESEC XP BEZ PRAKTYKI!!!!


Dopiero na prkatyce mozna poznać cały mechanizm dziłania AIESEC (zarówno dobre jak i złe strony) spojrzeć na wszystko co robimyz innej perspektywy i zobaczyc jakie mozliwości daje ta organizacja! Niesamowite!!!! :):)

Do zobaczenia we Wrocławiu....;):):)
Buuuziaki:*:*